Kategorie: Wszystkie | Inne | Inne2 | Inne3
RSS
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Poniżej przedstawiam tekst Tomasza Ogińskiego - historyka sztuki, badacza i krytyka architektury. Obecnie mieszkającego w Bukareszcie.

Modernizm pojawił się w architekturze Rumunii w latach 20. XX wieku, od samego początku przybierając formę zróżnicowanego, wielowątkowego, jednocześnie otwartego na wiele inspiracji ruchu.

Jego niekwestionowanym centrum był ekstrawagancki Paryż Bałkan – pozbawiony kompleksów Bukareszt, który w odróżnieniu od zdefiniowanych miast Transylwanii czy Banatu, oferował szerokie pole do eksperymentu. Inicjatorami rumuńskiego modernizmu byli artyści skupieni wokół magazynu Contimporanul, w którym zamieszczano przedruki z czołowych awangardowych wydawnictw europejskich. Wszyscy wykształcili się zagranicą.

O ile źródła modernistycznych eksperymentów w Bukareszcie prowadzą do Francji, Republiki Weimarskiej i Włoch, to ich nieortodoksyjne realizacje były zawsze filtrowane przez miejscową potrzebę dekoracyjności, tkwiącą w stylowej polifonii rumuńskiej architektury początku wieku XX. Rozwiązania minimalistyczne należały do rzadkości. Po orientalizmach, modernizm w Bukareszcie odziedziczył upodobanie do „stylowych emigracji” - rozwiązań nad wyraz dekoracyjnych, kosmopolitycznych, egzotycznych, nierzadko dziwacznych.


Do dziś pozostaje enigmą jak to się stało, że w Bukareszcie zaakceptowano idiom modernizmu na tak szeroką skalę, jednocześnie wśród wszystkich warstw społecznych. Bezprecedensowa akceptacja nowoczesności nastąpiła przecież bez żadnego przygotowania intelektualnego czy psychologicznego. - Rumunów urzekła w modernizmie „wolna kompozycja”, możliwość odejścia od obcej im, narzucanej symetrii klasycznej. Traktowali więc modernizm w sposób wernakularny i dlatego można śmiało rumuńską z nim przygodę nazwać „modernizmem wernakularnym – zauważa Mariana Celac, znana rumuńska architekt.

W odróżnieniu od Czech i Niemiec praktycznie nie miały miejsca programy dla mieszkalnictwa socjalnego, a nową estetykę zarezerwowano dla tej części społeczeństwa, która domagała się pełnej blichtru manifestacji luksusu. Jej potrzebę szybko przejawiać zaczęli i stosunkowo ubodzy klienci, którzy ubierali w modernistyczny kostium budynki, które w środku zachowały w zasadzie układ dwóch izb wiejskiej chaty!

Najciekawsze rozwiązania pojawiły się w prywatnych willach i średniej wielkości apartamentowcach. W latach 1933-36 Urząd Miejski w Bukareszcie wydał zawrotną ilość pozwoleń na budowę - wtedy właśnie nieruchomości okazały się najlepszą alternatywą na zainwestowanie narażonych na dewaluację z powodu światowego kryzysu funduszy.

Charakterystyczne dla rumuńskiej stolicy było traktowanie nieregularności działek, często o kształtach będących efektem historycznych podziałów gruntów z czasów Fanariotów (greccy hospodarowie sprawujący władzę z ramienia sułtanatu), jako inspiracji do niekonwencjonalnego ukształtowania bryły budynku.

Częstym zjawiskiem było dążenie do traktowania budynków stojących w ciągu jak narożnych, poprzez stosowanie dominanty w postaci zdematerializowanego narożnika kryjącego klatkę schodową, najczęściej przeszklonego lub zaopatrzonego w świetliki (to ewidentnie wpływ postulatów grupy de Stlij).

Charakterystyczne dla modernizmu w stolicy Rumunii było również stosowanie pastelowych tynków o zróżnicowanych fakturach oraz zaopatrywanie modernistycznych budynków w elementy historyczne architektury Lewantu: rachitycznie skręcone kolumny, bizantyńskie czy perskie kapitele, arabskie plecionki i witraże podpatrzone w tureckich łaźniach.

Modernistycznym willom prawie zawsze towarzyszył detal art deco - wysmakowane kształty nadawano nie tylko bramom, furtkom, tabliczkom z numerami budynków, domofonom, obudowom wind, świetlikom, uchwytom i klamkom, ławkom na półpiętrach, poręczom, balustradom, wnękom lub półkom na roślinność, ale również kaloryferom czy drzwiczkom do zsypów na śmieci. Niektóre z bukareszteńskich międzywojennych budynków sprawiają wrażenie „niemożliwego wzornika” wszelkich modernistycznych cytatów.

Dziś, w dobie transformacji, narażone są na masowy atak plastikowych okien i makabrycznych przeróbek…

Tomek Ogiński

--
Zdjęcia wykonał autor tekstu oraz Pan Czesław Pietraszko.

23:32, schayer , Inne2
Link Komentarze (9) »
czwartek, 07 sierpnia 2008

Znowu będzie trochę hałasu i pyłu. Za chwilę czytelniku zobaczysz kolejną rozbiórkę.

Zbigniew Wahl zamieszkał w Toruniu zaraz po ukończeniu studiów, gdy objął w 1935 roku stanowisko architekta miejskiego. Zaprojektował tzw. Łuk Cezara, słupy ogłoszeniowe, wiaty na przystankach, a także modernistyczny dworzec PKS przy ul. Dąbrowskiego, który przed wojną mieścił m.in. salon Polskiego Fiata. Dolną część gmachu opinał owalny dach, pod który mogły podjeżdżać samochody, natomiast obok znajdowały się przeszklone garaże i warsztaty. Jasno, przejrzyście, funkcjonalnie.

Dworzec PKS w Toruniu

 

dworzec pks w toruniu

 

Zdjęcia zrobiłem pod koniec czerwca. Kilkanaście dni później doszło do tego:

 

 

W Etiopii także kiedyś zbudowano stację Fiata, która niedawno została odnowiona i ma się nieźle (pomimo, że powstała za czasów włoskiej okupacji). W Toruniu jak widać zabytki traktuje się inaczej.

Przy okazji - tamtejszy banalny pruski dworzec kolejowy, ma we wnętrzu coś takiego:


toruń dworzec kolejowy

Tagi: Toruń
23:20, schayer
Link Komentarze (2) »
Skopiuj CSS