Blog > Komentarze do wpisu

Hilariopolis

Poniżej przedstawiam tekst Tomasza Ogińskiego - historyka sztuki, badacza i krytyka architektury. Obecnie mieszkającego w Bukareszcie.

Modernizm pojawił się w architekturze Rumunii w latach 20. XX wieku, od samego początku przybierając formę zróżnicowanego, wielowątkowego, jednocześnie otwartego na wiele inspiracji ruchu.

Jego niekwestionowanym centrum był ekstrawagancki Paryż Bałkan – pozbawiony kompleksów Bukareszt, który w odróżnieniu od zdefiniowanych miast Transylwanii czy Banatu, oferował szerokie pole do eksperymentu. Inicjatorami rumuńskiego modernizmu byli artyści skupieni wokół magazynu Contimporanul, w którym zamieszczano przedruki z czołowych awangardowych wydawnictw europejskich. Wszyscy wykształcili się zagranicą.

O ile źródła modernistycznych eksperymentów w Bukareszcie prowadzą do Francji, Republiki Weimarskiej i Włoch, to ich nieortodoksyjne realizacje były zawsze filtrowane przez miejscową potrzebę dekoracyjności, tkwiącą w stylowej polifonii rumuńskiej architektury początku wieku XX. Rozwiązania minimalistyczne należały do rzadkości. Po orientalizmach, modernizm w Bukareszcie odziedziczył upodobanie do „stylowych emigracji” - rozwiązań nad wyraz dekoracyjnych, kosmopolitycznych, egzotycznych, nierzadko dziwacznych.


Do dziś pozostaje enigmą jak to się stało, że w Bukareszcie zaakceptowano idiom modernizmu na tak szeroką skalę, jednocześnie wśród wszystkich warstw społecznych. Bezprecedensowa akceptacja nowoczesności nastąpiła przecież bez żadnego przygotowania intelektualnego czy psychologicznego. - Rumunów urzekła w modernizmie „wolna kompozycja”, możliwość odejścia od obcej im, narzucanej symetrii klasycznej. Traktowali więc modernizm w sposób wernakularny i dlatego można śmiało rumuńską z nim przygodę nazwać „modernizmem wernakularnym – zauważa Mariana Celac, znana rumuńska architekt.

W odróżnieniu od Czech i Niemiec praktycznie nie miały miejsca programy dla mieszkalnictwa socjalnego, a nową estetykę zarezerwowano dla tej części społeczeństwa, która domagała się pełnej blichtru manifestacji luksusu. Jej potrzebę szybko przejawiać zaczęli i stosunkowo ubodzy klienci, którzy ubierali w modernistyczny kostium budynki, które w środku zachowały w zasadzie układ dwóch izb wiejskiej chaty!

Najciekawsze rozwiązania pojawiły się w prywatnych willach i średniej wielkości apartamentowcach. W latach 1933-36 Urząd Miejski w Bukareszcie wydał zawrotną ilość pozwoleń na budowę - wtedy właśnie nieruchomości okazały się najlepszą alternatywą na zainwestowanie narażonych na dewaluację z powodu światowego kryzysu funduszy.

Charakterystyczne dla rumuńskiej stolicy było traktowanie nieregularności działek, często o kształtach będących efektem historycznych podziałów gruntów z czasów Fanariotów (greccy hospodarowie sprawujący władzę z ramienia sułtanatu), jako inspiracji do niekonwencjonalnego ukształtowania bryły budynku.

Częstym zjawiskiem było dążenie do traktowania budynków stojących w ciągu jak narożnych, poprzez stosowanie dominanty w postaci zdematerializowanego narożnika kryjącego klatkę schodową, najczęściej przeszklonego lub zaopatrzonego w świetliki (to ewidentnie wpływ postulatów grupy de Stlij).

Charakterystyczne dla modernizmu w stolicy Rumunii było również stosowanie pastelowych tynków o zróżnicowanych fakturach oraz zaopatrywanie modernistycznych budynków w elementy historyczne architektury Lewantu: rachitycznie skręcone kolumny, bizantyńskie czy perskie kapitele, arabskie plecionki i witraże podpatrzone w tureckich łaźniach.

Modernistycznym willom prawie zawsze towarzyszył detal art deco - wysmakowane kształty nadawano nie tylko bramom, furtkom, tabliczkom z numerami budynków, domofonom, obudowom wind, świetlikom, uchwytom i klamkom, ławkom na półpiętrach, poręczom, balustradom, wnękom lub półkom na roślinność, ale również kaloryferom czy drzwiczkom do zsypów na śmieci. Niektóre z bukareszteńskich międzywojennych budynków sprawiają wrażenie „niemożliwego wzornika” wszelkich modernistycznych cytatów.

Dziś, w dobie transformacji, narażone są na masowy atak plastikowych okien i makabrycznych przeróbek…

Tomek Ogiński

--
Zdjęcia wykonał autor tekstu oraz Pan Czesław Pietraszko.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008, schayer

Polecane wpisy

  • Asmara i Katowice

    Niedawno opublikowano w prasie tekst o inicjatywach podejmowanych przez władze Gdyni, związanych ze wspieraniem remontów prowadzonych przez właścicieli budynkó

  • Miński modernizm

    Kilka starszych zdjęć Mińska. Jak widać, nawet w ZSRR doktryna narzucającasocrealizm w architekturze wcale nie była taka bezwzględna.Najbardziej liberalnie było

  • Willa Brzezińskich

    Willa Brzezińskich z 1934 roku przy ul. Obrońców w Warszawie. Projekt Piotr Kwiek i Lucjan Korngold. Elewacje ukształtowano podobno wg zasad neoplastycyzmu .

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/08/23 17:58:31
Niesamowite! Urzekło mnie zwłaszcza zdjęcie nr 16.
Niestety, pewnie przyszłość tych budowli ( szczególnie wielorodzinnych ) jest jeszcze bardziej zagrożona, niż u nas.
Hrabia_Piotr.
PS. Dobry pomysł z wpisem do bloga z większą ilością zdjęć w postaci pokazu slajdów.
-
2008/08/25 13:15:27
Rzeczywiście są zagrożone, ale podobno niewiele osób zwraca uwagę na ich wyburzanie, bo tych budynków są tam podobno setki. W każdym razie nie grozi im raczej z racji łagodnego klimatu przeklęte obkładanie styropianem.
-
Gość: Tomasz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/31 17:00:07
Obkładać styropianem trzeba ale TYLKO wewnątrz, ponieważ wadą przedwojennych i prlowskich budowli jest właśnie zbyt cienka izolacja lub jej brak. Należy również wziąć pod uwagę pomimo niewątpliwego piękna i uroku przedwojennej architektury zdarzały się też czasem realizacje brzydkie. Prawdą jest oczywiście, że tej brzydoty realizowano nieporównywalnie mniej niż później w PRL i w tzw. kiczowatych latach 90.
-
2008/09/03 13:53:56
Niestety, ale z punktu widzenia fizyki, własciwsze ( efektywniejsze i zdrowsze dla muru ) jest kładzenie styropianu od ZEWNĄTRZ. Choć czasem serce się kraje.

Co do brzydoty przedwojennych budynków - sorry, ale żaden przykład mi nie przychodzi do głowy. Przed wojną budowano co najwyżej budynki obojętne estetycznie. Nie było istnych koszmarów, jak to teraz się często zdarza.
-
kuba_ostoja
2008/09/12 14:43:29
Faktycznie ciekawe detale... diabeł tkwi w szczegółach :)
-
2008/09/19 09:38:24
Hm? Pokaz slajdów zniknął?
-
wildrose661
2008/09/20 12:36:34
W tym stylu zbudowana jest właśnie Gdynia.W koncu to międzywojenne miasto, ktore w tym roku bedzie obchodzilo 80-lecie. Choc architektura Gdyni nie jest zachwycajaca to jednak kilka ciekawych willi mozna znalezc na Kamiennej Gorze chociażby.
I tutaj takze przydałby sie jakis dobry artysta, ktory by nieco upiększył to miasto, albo nadal bardziej morskiego stylu, w ktorym pierwotnie byla budowana, a któremu nie pomagają współcześnie stawiane bez sensu szklane domy.
-
Gość: janek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/04 21:01:59
elo szukam Tomka Ogińskiego ...dawno już uczęszczałem z nim na kurs w Krakowie
moze ktos ma do niego namiar ?
podaje swój
janek.demonista@gmail.com
-
2014/04/18 12:54:21
Prawda, Gdynia jest fajnym przykładem. Zastanawiam się tylko jeśli chodzi o willę Glinana 14 (skad inad legendarna), czy PIT 38 wzór zaczerpnął z moderny czy z innego stylu...